czwartek, 12 stycznia 2017

Duszna publicystyka

O smogu pisać nie chciałem, bo to wcale nie śląski temat. To temat ogólnoludzki, bo palący shitem znajdą się wszędzie, nawet w moich ukochanych Czechach, mimo oficjalnych zakazów. Ale Kamil Durczok, na swoim regionalnym portalu Silesion opublikował dramatyczny apel dotyczący smogu, którym się dusimy. Ale zrobił to w taki sposób, że nie można - wobec takiego postawienia tematu - milczeć.

 Stojąc na dachu jednego z katowickich budynków w maseczce (nie wiedzieć czemu ale chyba chirurgicznej...sic!) wyrzuca z siebie dramatyczny apel duszącego się społeczeństwa i oskarża o ignorowanie tego problemu kolejne instytucje.
 „Niech prezydenci, posłowie, rząd i samorząd, dogadają się wreszcie co z tym syfem zrobić. Niech powstanie lista 5 pierwszych kroków po ogłoszeniu alarmu smogowego.”
 Wait, wait, wait... Coś szalenie niedobrego robi się z tematem smogu. Podobnie jak nasz doświadczony i inteligentny publicysta, myśli coraz więcej osób. Prezydenci? Posłowie? Rząd? Samorząd? A gdzie w tym apelu jest ….obywatel? Pan Jan Kowalski, Pan Marian Nowak, czy Pan Kamil Durczok? Od kiedy to smog zaczyna się w samorządzie, czy na poziomie sejmiku?

Smog, szanowni Państwo, zaczyna się zawsze w naszych piwnicach, tuż przy piecu do którego wkładamy albo dobre paliwo, albo śmieciowe.
 „Tak, żebyśmy nie musieli prosić osłów z KZK GOP, żeby nam uruchomili darmową komunikację, bo wczorajszy popis durnoty tego skansenu komunistycznego myślenia to absolutna afera nadająca się dla prokuratora” - czytamy dalej w równie dramatycznym apelu.

Rozumiem, że stanie w smrodzie na przystanku w Katowicach, czy Gliwicach, to jest właśnie to czego nam trzeba przy przekroczeniu 3000 % pyłu PM 10 / PM 2,5 ?
I rozumiem, że to właśnie Pan Kamil, przy takich przekroczeniach, wsiada do autobusu czy tramwaju, zostawiając samochód spalinowy w garażu?
Bądźmy poważni, skoro po poważny temat sięgamy.

 „Żebyśmy gorączkowo nie szukali informacji, czy dzieciom wolno w takim dniu iść do szkoły, czy nie. Z jakimi objawami mamy natychmiast iść do lekarza, nie czekając w żadnej kolejce.”

Dziwnym trafem człowiek w opowieści pana Durczoka pojawia się dopiero jako ofiara smogu. Nie ma w ogóle w momencie jego tworzenia. Tylko, że smog to nie jest okupant, który przyszedł z zewnątrz i terroryzuje nasz kraj a władze sobie z tym nie radzą.
Owszem, brak nam odgórnych regulacji* a gminy prześcigają się w pomysłach na medialne zaistnienie (i słusznie, może przyniesie jakiś psychologiczny efekt). Ale przestańmy udawać dziewice, skoro stoimy od kilku dekad na ulicy burdeli. I bynajmniej nie jesteśmy niewiniątkiem w temacie smogu.

 Smog to nasza wina i nasza odpowiedzialność. Zrzucanie tego na władze publiczne, wójta, wojewodę, czy marszałka, to wygodne usypianie wyrzutów sumienia. Przypomina to trochę tłumaczenie „No kradnę, pewnie, że kradnę. Ale oni nic nie robią żeby mnie powstrzymać.”

 Żeby było jasne, cenię Durczoka i wdzięczny jestem mu za ten pełen dramatyzmu monodram. Bo dziennikarstwem go nazwać nie można. Durczok to inteligentny facet, zna się na kompetencjach władzy i wie gdzie leży praprzyczyna smogu. Pretensje mam wyłącznie o to, że w tej scence rodzajowej, na katowickim dachu, pamiętał o to by nawrzucać niekompetentnym włodarzom, ale zapomniał powiedzieć prosto, po śląsku „wy ciule, sami się wędzicie”...

 „Ktoś to musi napisać, uchwalić jako prawo i wprowadzić w życie.” - mówi Durczok.
Jeśli zaczynamy zdanie od „ktoś to musi zrobić”, to musimy pamiętać, że nie zrobi tego nikt.
Albo mówimy „robimy to tu i teraz”, albo nie mówimy nic. Pyrsk!

 * Co prawda mamy projekt uchwały Sejmiku i chwała władzom województwa za ten krok. To bodaj pierwszy poważny krok w kwestii uregulowania tego smogowego bajzlu. Tylko poziom województwa to wciąż za mało. Regulacje powinny być spójne na obszarze całego kraju.

sobota, 31 grudnia 2016

Na Nowy Rok...

Rok 2016 zostanie zapamiętany jako czas kolejnej już polsko-polskiej wojenki, kryzysu parlamentarnego, spektakularnych triumfów populistów, śmierci Bowiego, Prince'a i George'a Michaela oraz sporych sukcesów Legii Warszawa. Niestety, w mojej osobistej ocenie zostanie zapamiętany również jako czas zmielenia przez parlamentarzystów obywatelskiego wniosku o uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną (zmielonego rękami posłów ze Śląska, w tym tych, którzy najgłośniej krzyczą o "obywatelskości" i "oddawaniu Polski obywatelom") oraz "wykupie" kolekcji Czartoryskich za 500 000 000 zł (nie, nie pomyliłem się). Lewicowcy z Razem szybko podliczyli, że na ratowanie zabytków Dolnego Śląska przeznaczono kwotę żałośnie małą (ok 113 zł na obiekt...).

 Nie chcę takiej Polski. Polski w której w szkołach oddaje się pokłony mordercom a prokuratura żąda mniejszej kary za spalenie kukły Żyda. W której historii uczy się na kolanach, wychwala beznadziejne klęski, słowem nie wspominając o pozytywnych wzoracah, jak chociażby bohaterski epizod śląskiego PPSowca, Henryka Sławika, nazywanego "polskim Schindlerem".
Kraju w którym narodowcy mogą palić flagę śląską, co przez rządzących przyjęte jest z ulgą, "że nie ukraińska" (związku podpalenia z okrzykami "J...ć UPA" jeszcze nie wymyślono).

Nie chcę takiej Polski i nie chcę tego roku. Niech to skończy się jak najszybciej. Niestety, nic nie wskazuje na to aby Nowy Rok miał być w tej kwestii lepszy.

Mimo wszystko i na przekór wszystkiemu, życzę Państwu normalności, Samorządnej Rzeczypospolitej, silnych regionów, tolerancji, różnorodności, dialogu...

Tak jak piyrwyj bywało, ludkowie mili...

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Budowniczy...

Dziś rocznica śmierci von Donnersmarcka.
Nazwisko bez dwóch zdań ważne dla historii Górnego Śląska.
Jednak widząc jak bezdyskusyjnie przypisujemy mu rolę "budowniczego", nie potrafię się powstrzymać aby nie przypomnieć tym oto krótkim filmikiem kto tak NAPRAWDĘ ów Śląsk budował ;-) 

piątek, 16 grudnia 2016

Śląskie neologizmy, czyli Mishon o po ślonsku :)

O żywotności języka świadczą jego neologizmy.
Zawsze tak twierdziłem i zdania swojego nie zmienię. Jakkolwiek pięknie nie brzmiałyby archiwalne zapisy kronikarzy, czy poezja romantyków, bez dzisiejszych "cefałek", "samojebek" i "blutaczy" polszczyzna byłaby martwa. Tak, dobrze widzicie, wojownicy o czystość i sterylność języka polskiego. Kocham Waszą pasję poprawiania błędów i krzewienia dobrej wiedzy o polszczyźnie, ale uczciwie należy przyznać, że to właśnie te wszelkie anglicyzmy przerabiane na słowiańską modłę są dziś tym, co po języku polskim AD 2000 pozostanie na dalsze wieki. Tak jak piyrwyj wtręty łacińskie, niemieckie czy rosyjskie.

Dlatego z wielkim rozbawieniem, ale i wzruszeniem zobaczyłem dzisiejsze video udostępnione przez Macieja Dąbrowskiego znanego szerzej jako Człowiek Warga, na którym jego lepsza połówka, czyli Aleksandra Kasprzyk vel Mishon prezentuje swoje umiejętności lingwistyczne w zakresie ślonskij godki. Całość trwa zaledwie 45 sekund ale w całości poświęcone jest... śląskiemu neologizmowi właśnie!
A ponieważ wszelkie śląskie neologizmy kolekcjonuję z wielką lubością (z moją ulubioną sztrom-cigaretom na czele) i ten, zaprezentowany przez Mishon, wpisuje do swej księgi. Księgi będącej dowodem na to, że śląski żyje, również w wymiarze neologizmów.
A dzięki Wardze i Mishon żyje również w blogo/vlogosferze.

Pyrsk!


niedziela, 11 stycznia 2015

Ślonsko godka nie jest sexy, czyli o medialności regionu...

"Dzień Dobry TVN" postanowił, w swój "telewizyjno-śniadaniowy" sposób dotknąć tematu decyzji Sądu Rejonowego w Opolu, dotyczącej Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. W przerwie między gotowaniem a raportem o stanie pogody, zaproszono do studia trzech Panów, ze Śląskiem najwidoczniej mocno kojarzonych. W studiu Kingi Rusin i Bartosza Węglarczyka zasiedli prezenter telewizyjny Kamil Durczok, aktor i artysta kabaretowy Krzysztof Respondek i pisarz Wojciech Kuczok, autor słynnego "Gnoju".

Najwięcej emocji wśród samych Ślązaków wzbudziła wypowiedź Respondka, o tym, że nie chciałby aby jego córki godały po ślonsku, bo to "nie jest sexy". Wątek "gotowości seksualnej" śląskiego etnolektu  (bo to w gruncie rzeczy oznacza termin "sexy") zdominował całą dyskusje po programie. A szkoda, bo powiedziano w nim wiele ciekawych kwestii. Równie wiele poruszonych zostało przez samych prowadzących, co pokazuje jasno jak nas widzą i jak się kojarzymy.


Prowadzący usilnie bądź podświadomie, prezentowali w swych pytaniach tezę o tym, iż Ślązacy kochają nad życie widok kopalni i hałd, choć z drugiej strony nie doceniają tego co mają (przykładem miałby tu być katowicki Nikiszowiec). Wątek narodowościowy został szybko zbyty przez Durczoka, prostym i zdroworozsądkowym stwierdzeniem, iż każdy mieszkaniec Śląska powinien sam sobie odpowiedzieć na pytanie "kim się czuje" (proste, prawda?). Ważne słowa padły również ze strony Wojciecha Kuczoka, który jasno dał wyraz swej opinii, iż nie ma sprzeczności pomiędzy byciem Ślązakiem a Polakiem. Posłużył się przy tym bardzo wymownym porównaniem do heimatu (małej ojczyzny) i faterlandu (granic państwa)...


W takim, popkulturowym ujęciu, Śląsk wciąż jednak funkcjonuje jak forma "cepelii". Ratować to próbował przede wszystkim Kuczok, niestety, zagłuszony przez innych rozmówców.

A powiedział słowa ważne, że Śląsk przestaje się kojarzyć z zamykanymi kopalniami, szkodami górniczymi i ślonską godką, a zaczyna kojarzyć się z ciekawymi działaniami na niwie kultury. Kuczok urywając wątek Nikisza, wskazał raczej na nowe obiekty architektoniczne, które są przestrzenią do działania w kulturze ( Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia), lub które wykorzystują przestrzeń postindustrialną. Wskazał na jedne z najciekawszych imprez kulturalnych w kraju, jak OFF Festiwal, czy Tauron Nowa Muzyka. Padły również nazwiska Kilar czy Górecki.

Tego nie dosłyszano, Skupiono się na Respondku i Duroczoku, którzy stwierdzili, że  śląska mowa nie jest tak sexy jak chociażby góralska.

Kierunek, który wskazał w swych wypowiedziach Kuczok, pokazuje jednak iż jaki by ten Śląsk nie był, ktokolwiek nie miałby go tworzyć, jakkolwiek nie miałby mówić, jest tu coraz większy potencjał działań kulturotwórczych.


LINK: DDTVN: Polak i Ślązak. Dwa bratanki. 

sobota, 10 stycznia 2015

Ślązacy nielegalni?

Wielkim echem odbiła się wczorajsza decyzja Sądu Rejonowego w Opolu, który zdecydował o "rozwiązaniu" Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej. Sąd podzielił stanowisko Sądu Najwyższego, wedle którego rejestracja organizacji o takiej nazwie, mogłaby być początkiem starań o status mniejszości narodowej.

Zostawmy na bok moją osobistą opinie na temat narodowości śląskiej, tego czy Ślązacy narodem są, czy tylko chcieliby być, oraz czy deklarowanie narodowości śląskiej, jest tożsame z wypowiedzeniem lojalności państwu polskiemu. Takie pytania, które przecież pojawiają się w dyskursie publicznym, dowodzą raczej braku dojrzałości polskiej demokracji. Nikt w Hiszpanii nie zostanawia się nad tym czy Baskowie mają prawo do deklarowania swej odrębności kulturowej, ani czy Katalończycy są bardziej lojalni państwu od mieszkańców Madrytu. Nikt w Niemczech nie myśli o tym czy pełna nazwa Bawarii ("Wolny Kraj Bawaria") jest separatystyczna, czy samorządna.

Bardziej niepokoi mnie to, że instytucje publiczne w naszym kraju w jednej i tej samej sprawie potrafią mówić dwu- a czasem i trójgłosem. Dając nam, obywatelom RP, możliwość deklarowania narodowości śląskiej w spisie powszechnym, odmówiły jednocześnie możliwości zrzeszenia się osób, które - z jakichś wewnętrznych pobudek, do których nic nikomu - potrzebują manifestować swoje przywiązanie do regionu, deklaracją narodowościową.

Krótkowzroczność instytucji publicznych w tej kwestii polega na czymś jeszcze. Panicznie bojąc się separatyzmu i proniemieckich sympatii na Śląsku, jednocześnie dwoją się i troją aby owej górnośląskiej wyjątkowości nie pozwolić rozwijać się samodzielnie, pod parasolem ochronnym państwa. Tym samym tylko czekać, aż Ślązacy zechcą swoją wyjątkowość zrzeszyć prawnie pod egidą sądów innych państw w ramach UE. Może również okazać się tak, iż przy najbliższym spisie powszechnym część Ślązaków, czując uzasadniony żal, zechce swą deklaracją wesprzeć inne mniejszości narodowe (np. niemiecką). I po co to wszystko?

Mam nadzieję, iż sprawa szybko zakończy się rozsądnie a SONŚ będzie mógł działać legalnie.
Państwo polskie potrzebuje tego bardziej niż sami Ślązacy.


Zobacz też:
NTO.pl: Sąd zdecydował o likwidacji Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej

Radio Opole: Piotr Długosz o tym, że Ślązacy mają szansę wygrać w Strasbourgu, bo nikt w Unii nie uwierzy, że można stowarzyszenie zdelegalizować za nazwę